Ubezpieczenia grupowe
Ubezpieczenie grupowe – czy opłaca się każdemu pracownikowi?
Czy grupówka to „must have” dla każdego, czy raczej dodatek, który jedni powinni brać obowiązkowo, a inni mogą sobie odpuścić? Patrzę na to z perspektywy rozmów z pracownikami z Gliwic, Katowic i całego Śląska.
W tym artykule:
Kontekst i najczęstsze pytania pracowników o „grupówkę”
To jest temat, który wraca u mnie jak bumerang. Wchodzę do firmy, siadamy z ludźmi na spokojnie, omawiamy warunki ubezpieczenia grupowego i w którymś momencie pada pytanie wprost:
„Panie Zbyszku, szczerze – to się w ogóle opłaca, czy to bardziej taki obowiązkowy dodatek do pensji?”
Zazwyczaj widzę dwie skrajne postawy. Pierwsza to:„biorę, bo wszyscy biorą”. Druga:„nie biorę, bo jestem zdrowy i nie zamierzam chorować”. Ani jedno, ani drugie podejście nie ma zbyt wiele wspólnego z rozsądnym zarządzaniem ryzykiem i finansami domowymi.
Ubezpieczenie grupowe nie jest produktem, który „magicznie opłaca się każdemu tak samo”. Dla jednego pracownika będzie świetnym, tanim uzupełnieniem ochrony, dla innego – za małą sumą, która niewiele zmienia w sytuacji rodziny. Dlatego na spotkaniach powtarzam: pytanie nie brzmi „czy grupówka się opłaca?”, tylko „komu, w jakiej konfiguracji i za ile”.
Kiedy rozmawiam indywidualnie z pracownikami, wychodzą na wierzch rzeczy, których nie widać w tabelkach: kredyty, alimenty, plany na dziecko, opieka nad rodzicami. Dopiero wtedy widać, czy dana składka i suma ubezpieczenia to faktycznie mądry ruch, czy tylko odruch „żeby coś mieć”.
Jak to wygląda w praktyce w firmach, z którymi pracuję
Żeby nie mówić teoretycznie, weźmy przykład jednej z firm w Gliwicach. Zespół głównie 25–35 lat, sporo osób w pierwszej pracy, część w świeżych małżeństwach, sporo kredytów na mieszkanie. Składka w grupówce – około 70–80 zł miesięcznie.
Pracownik numer jeden – singiel, bez dzieci, bez kredytu. Dla niego ta polisa to raczej wygodny dodatek. Jak coś się stanie, dostanie świadczenie za pobyt w szpitalu, za złamaną nogę, za uszczerbek. Czy to jest absolutny „must have”? Nie. Czy może się przydać? Może – szczególnie jeśli jeździ na nartach, uprawia sport albo po prostu chce mieć święty spokój, że w razie wypadku nie zostanie z wszystkim sam.
Pracownik numer dwa – dwójka dzieci, kredyt na 30 lat, jedna pensja jako główne źródło utrzymania rodziny. Tu sytuacja jest zupełnie inna. Nawet relatywnie nieduża składka za sumę na życie rzędu 100–150 tys. zł może zrobić ogromną różnicę dla żony/męża i dzieci. W razie tragedii rodzina nie zostaje z niczym. Czy taka osoba powinna mieć ubezpieczenie indywidualne? Najczęściej tak. Ale grupówka za kilkadziesiąt zł miesięcznie jest często najłatwiejszym i najszybszym pierwszym krokiem.
Pracownik numer trzy – ktoś, kto ma już sensowną indywidualną polisę. U niego grupówka robi robotę głównie po stronie świadczeń zdrowotnych: szpital, operacje, poważne zachorowania. Dzięki temu za tę samą sytuację może dostać dwa niezależne świadczenia – z polisy prywatnej i z grupowej.
Zdarza mi się też widzieć firmy, gdzie większość zespołu ma ubezpieczenie „bo zawsze było” i nikt już nie pamięta, jakie tam są sumy. Dopiero gdy pokażę konkretne liczby na kartce, ludzie łapią, czy ta składka ma sens, czy po prostu przyzwyczaili się do potrącenia z wypłaty.
Na co uważać, zanim powiesz „to się opłaca” albo „to się nie opłaca”
Problem z hasłem „opłaca się / nie opłaca” jest taki, że najczęściej wypowiadamy je, nie patrząc w ogóle w szczegóły umowy. A diabeł siedzi dokładnie tam.
Jest kilka rzeczy, na które zawsze zwracam uwagę:
- Wysokość sum ubezpieczenia. Składka 60 zł może być bardzo dobrą ceną za 200 tys. zł sumy na życie, ale słabą za 20 tys. zł. Nie ma sensu rozmawiać o „opłacalności” bez konkretnej liczby na stole.
- Część zdrowotna polisy. W wielu pakietach najważniejsze dla pracownika nie jest samo świadczenie w razie śmierci, tylko wsparcie przy poważnych zachorowaniach, operacjach czy pobycie w szpitalu.
- Wyłączenia odpowiedzialności. Ludzie bardzo rzadko czytają ten fragment OWU. A potem są zdziwieni, że ubezpieczyciel czegoś nie wypłacił, bo np. chodziło o chorobę istniejącą wcześniej albo o sytuację po alkoholu.
- Sytuacja rodzinna i finansowa. Dwie osoby z tą samą pensją mogą mieć zupełnie inną „opłacalność” tej samej grupówki. Singiel bez zobowiązań ma inne potrzeby niż rodzic trójki dzieci z dużym kredytem.
Zdarza się też, że ktoś mówi: „nie biorę, bo mam już polisę indywidualną”. Czasem to jest zupełnie sensowne, a czasem – po analizie – okazuje się, że pakiet grupowy za niewielką składkę fajnie domyka mu lukę w obszarze chorób i wypadków. Tu nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
Moje spojrzenie jako agenta i kolejny krok dla Twojej firmy
Jak mam odpowiedzieć uczciwie na pytanie: „czy ubezpieczenie grupowe opłaca się każdemu pracownikowi?”, to mówię wprost: nie, nie w takim samym stopniu i nie w każdym wariancie.
Natomiast w firmach, które mają dobrze poukładane pakiety, widzę jedną wspólną rzecz: dla większości pracowników grupówka jest najprostszą i najtańszą formą zabezpieczenia rodziny i zdrowia. Szczególnie tam, gdzie jest kredyt, dzieci i jedna główna pensja w domu.
Kluczowe jest to, żeby:
- pracownicy rozumieli, za co płacą,
- mieli możliwość wyboru wariantu, a nie „jedną opcję dla wszystkich”,
- firma nie traktowała polisy jak czegoś, co „raz wybrał księgowy i tak już zostało”.
Jeżeli masz poczucie, że u Was w firmie grupówka „po prostu jest” i nikt tak naprawdę nie wie, jaki ma zakres, to dobrym pierwszym krokiem jest spokojny przegląd. Bez ciśnienia na natychmiastową zmianę ubezpieczyciela, tylko z uczciwym spojrzeniem: co mamy, czego nie mamy, co da się poprawić.
Ja ze swojej strony mogę usiąść z Twoją obecną polisą, przejść ją po kolei i pokazać po ludzku – co tu działa dobrze, a gdzie są luki. Dopiero na tej podstawie można sensownie odpowiedzieć, czy obecne ubezpieczenie grupowe opłaca się Twoim pracownikom, czy po prostu przyzwyczaili się do potrącenia na pasku.