Ubezpieczenia grupowe w nowoczesnych firmach
Nowoczesne ubezpieczenia grupowe dla firm – mniej świadczeń rodzinnych, więcej realnej ochrony zdrowia
Nowoczesne grupówki nie skupiają się już na wypłatach za urodzenie dziecka czy śmierć rodzica, ale na realnej ochronie zdrowia pracownika. Firmy coraz częściej rezygnują z kosztownych świadczeń okołorodzinnych na rzecz wyższych wypłat za poważne choroby i uszczerbki na zdrowiu.
W tym artykule:
- 1. Dlaczego klasyczna grupówka nie pasuje już do nowoczesnych firm
- 2. Świadczenia okołorodzinne i „śmierć rodzica” – dlaczego są tak drogie i często nietrafione
- 3. Jak wygląda dziś pracownik w nowoczesnej firmie – realne ryzyka i potrzeby
- 4. Na czym powinna się skupić nowoczesna grupówka: poważne choroby, uszczerbek, zdrowie
- 5. Jak przeprojektować program ubezpieczeniowy i uczciwie to zakomunikować zespołowi
Dlaczego klasyczna grupówka nie pasuje już do nowoczesnych firm
Przez lata grupowe ubezpieczenia na życie wyglądały bardzo podobnie. W tabeli świadczeń obowiązkowo: urodzenie dziecka, śmierć rodzica, śmierć rodzica małżonka, trochę szpitala, trochę wypadków, suma na życie „jakaś tam” – i wszyscy byli zadowoleni, bo „tak się zawsze robiło”.
Tylko że firmy, w których dziś pracuję – szczególnie te z nowoczesnych branż, IT, usług, technologii – wyglądają zupełnie inaczej niż 10–15 lat temu. Zespoły są młodsze… ale jednocześnie bardzo często składają się z ludzi:
- którzy wcale nie planują dzieci,
- albo mają już dorosłe dzieci,
- albo ich rodzice dawno nie żyją lub są w bardzo podeszłym wieku.
I teraz najważniejsze: mimo tego, wciąż płacą za świadczenia okołorodzinne, z których nigdy nie skorzystają. Co gorsza – te świadczenia są jednymi z najdroższych w całej polisie, bo z punktu widzenia statystyki prawie zawsze się wydarzą.
Właśnie dlatego coraz częściej siadam z zarządami firm z Gliwic, Katowic czy Wrocławia i mówię wprost:„Jeżeli macie dojrzały, świadomy zespół, to warto przestać pompować składkę w świadczenia, które dotyczą rodziców i porodówek, a zacząć budować polisę wokół zdrowia samego pracownika.”
I tu zaczyna się rozmowa o tym, jak wygląda nowoczesne ubezpieczenie grupowe – nie „dla wszystkich po równo”, tylko pod konkretny profil firmy.
Świadczenia okołorodzinne i „śmierć rodzica” – dlaczego są tak drogie i często nietrafione
Żeby zrozumieć, po co w ogóle ruszać temat, trzeba wiedzieć jedną rzecz: urodzenie się dziecka i śmierć rodziców to zdarzenia, które statystycznie prawie na pewno nastąpią.
Z punktu widzenia ubezpieczyciela wygląda to tak:
- jeśli wypłacasz za coś, co dzieje się bardzo rzadko – możesz dać wysokie sumy przy rozsądnej składce,
- jeśli wypłacasz za coś, co dzieje się prawie zawsze – musisz wbudować to w cenę mocno, bo te wypłaty wracają jak bumerang.
Świadczenia typu:
- urodzenie się dziecka,
- urodzenie martwego dziecka,
- śmierć rodzica ubezpieczonego,
- śmierć rodzica małżonka,
– są właśnie z tej drugiej kategorii. Prędzej czy później dotkną większości osób. To oznacza jedno: ogromne obciążenie składki.
I teraz dodaj do tego fakt, że w wielu nowoczesnych firmach:
- sporo osób ma 40+, dzieci odchowane,
- w zespole jest dużo singli albo par, które nie planują dzieci,
- część ludzi wprost mówi: „Rodzice już nie żyją” albo „Rodzice są 80+”.
Tym ludziom praktycznie nie jest po drodze z wypłatami za urodzenia czy śmierć rodziców. Oni chcą:
- sensownych pieniędzy w razie nowotworu, zawału czy udaru,
- konkretnych kwot za uszczerbek na zdrowiu,
- dobrej ochrony w razie niezdolności do pracy.
A tymczasem duża część składki w klasycznych polisach idzie w świadczenia rodzinne, które są „fajne na slajdzie”, ale kompletnie nie przystają do demografii zespołu.
W praktyce często mówię zarządom:„Jeżeli w waszej firmie średnia wieku to 38–45 lat, to utrzymywanie wysokich wypłat za urodzenia dzieci i śmierć rodziców jest jak ogrzewanie pustego pokoju – można, tylko po co?”
Jak wygląda dziś pracownik w nowoczesnej firmie – realne ryzyka i potrzeby
Kiedy robię audyty polis w firmach z Gliwic, Katowic czy okolic Wrocławia, coraz częściej widzę podobny obraz. Pracownik „nowoczesnej” firmy to:
- specjalista 30–50 lat,
- często z kredytem na mieszkanie,
- czasem z jedynym dzieckiem, a czasem bez dzieci i bez planów,
- szczególnie w IT – często singiel albo para „DINK” (double income, no kids),
- zabiegany, pracujący głową, a nie fizycznie,
- bardziej martwi się o własne zdrowie niż o zasiłek po śmierci teścia.
Jak pytam taką osobę: „Czego oczekujesz od grupówki – co ma się wydarzyć, żebyś naprawdę docenił tę polisę?” – najczęściej słyszę:
- „Chcę dużej wypłaty, jeśli zachoruję poważnie.”
- „Chcę mieć za co żyć, jeśli przez pół roku będę wyłączony z pracy.”
- „Chcę mieć porządną kasę, jeśli przydarzy mi się wypadek i uszczerbek.”
Bardzo rzadko ktoś mówi:„Najważniejsze jest dla mnie świadczenie za śmierć rodzica małżonka.”
To nie znaczy, że śmierć rodzica nic dla nas nie znaczy emocjonalnie. Oczywiście, że znaczy. Ale z punktu widzenia finansowegodużo bardziej boli sytuacja, w której 42-letni specjalista ma zdiagnozowany nowotwór i przez rok wypada z pracy, niż fakt, że ubezpieczyciel wypłaci 1500 zł po śmierci 80-letniej mamy.
Jeśli chcemy, żeby polisa faktycznie pasowała do życia pracowników, musimy zadać sobie uczciwe pytanie:„Na jakie zdarzenia naprawdę chcemy przeznaczyć największą część składki?”
Na czym powinna się skupić nowoczesna grupówka: poważne choroby, uszczerbek, zdrowie
Kiedy odkleimy się od „świętej listy” świadczeń rodzinnych i policzymy, ile one kosztują, nagle otwiera się przestrzeń na to, co dla pracownika jest naprawdę kluczowe.
W nowoczesnym ubezpieczeniu grupowym dla firm – szczególnie tych z branż specjalistycznych – środek ciężkości przesuwamy w stronę pracownika, a nie jego rodziny.
1. Poważne zachorowania – wysokie, konkretne kwoty
Tu mówimy o rzeczach, które potrafią wywrócić życie do góry nogami: nowotwory, zawał, udar, poważne operacje. Nie chodzi o tysiąc czy dwa, tylko o realne pieniądze – 50, 100, 150 tysięcy złotych, które pozwolą utrzymać rodzinę, sfinansować leczenie prywatne, terapię, rehabilitację.
Żeby te kwoty się zmieściły w budżecie, trzeba właśnie gdzieś „odchudzić” polisę. Najlogiczniej – na świadczeniach, które albo na pewno wystąpią, albo dla większości zespołu są nieistotne (urodzenia, śmierć teściów).
2. Wysokie wypłaty za uszczerbek na zdrowiu
Drugi filar nowoczesnej grupówki: sensowna stawka za każdy procent uszczerbku. Nie 100 zł za procent, tylko 400–600 zł (w zależności od budżetu). Wtedy złamana ręka, poważniejszy uraz kolana czy wypadek na nartach zamieniają się w konkretne wsparcie finansowe.
To jest język, który ludzie rozumieją:„Miałem wypadek, byłem trzy tygodnie na zwolnieniu, ale z polisy wpadło mi 8 tysięcy.”
3. Niezdolność do pracy i długotrwała choroba
Kolejny ważny kawałek układanki to świadczenia w przypadku długotrwałej niezdolności do pracy – czy to po wypadku, czy po chorobie. W klasycznych polisach często jest to zrobione „po łebkach”, bo budżet idzie właśnie w świadczenia rodzinne.
W nowoczesnej konfiguracji dążymy do tego, żeby pracownik miał:
- wysoką sumę główną na życie,
- porządne świadczenie za poważne zachorowania,
- dobry poziom uszczerbku,
- wzmocnione zapisy dotyczące trwałej niezdolności do pracy.
4. Mniej świadczeń okołorodzinnych – ale niekoniecznie zero
To nie jest tak, że nowoczesna polisa ma całkowicie wyrzucać wszystko, co dotyczy rodziny. Chodzi o proporcje.
W praktyce często proponuję firmom dwa ruchy:
- zostawiamy niewielkie, symboliczne świadczenia za urodzenie dziecka i śmierć rodzica (np. 300–500 zł zamiast 1500–3000 zł),
- a zaoszczędzony budżet przerzucamy na wyższe sumy za choroby i uszczerbki.
Efekt? Ten sam poziom składki, a zupełnie inny poziom bezpieczeństwa finansowego pracownika.
Jak przeprojektować program ubezpieczeniowy i uczciwie to zakomunikować zespołowi
Zmiana filozofii ubezpieczenia grupowego w firmie to nie jest tylko podmiana tabelki. To trochę jak remont mieszkania – trzeba to zrobić z głową, etapami i dobrze wytłumaczyć domownikom, po co to robimy.
1. Audyt tego, co macie teraz
Zawsze zaczynam od prostego ćwiczenia z zarządem i HR:
- bierzemy obecną tabelę świadczeń,
- zaznaczamy, jakie świadczenia są rodzinne, a jakie „pracownicze”,
- liczymy, ile budżetu „zjadają” urodzenia i śmierć rodziców,
- sprawdzamy, ile realnie wynoszą sumy za choroby i uszczerbek.
Bardzo często wychodzi obrazek w stylu:„Za śmierć rodzica mamy 2000 zł, za urodzenie dziecka 1500 zł, a za poważne zachorowanie pracownika… 10 000 zł.” I wtedy pada pytanie:„Czy na pewno tak chcemy zostawić proporcje?”
2. Ustalenie nowych priorytetów – pracownik w centrum
Drugi krok to decyzja na poziomie zarządu:„Stawiamy w centrum zdrowie i bezpieczeństwo finansowe pracownika.”
Co to znaczy w praktyce:
- podnosimy sumy za poważne zachorowania,
- podnosimy stawkę za procent uszczerbku,
- porządkujemy zapisy o niezdolności do pracy,
- świadomie obniżamy świadczenia rodzinne (albo zostawiamy je tylko symbolicznie).
3. Rozmowa z pracownikami – bez ściemy
Kluczowy moment to komunikacja. Jeżeli HR wyśle tylko maila w stylu:„Zmieniamy ubezpieczenie, nowe OWU w załączniku”, to połowa firmy poczuje, że „im zabierają świadczenia za urodzenie dziecka”.
Dlatego na spotkaniach z zespołami mówię wprost:
- „Tak, obniżamy świadczenia za urodzenie dziecka i śmierć rodzica – bo są bardzo drogie, a korzysta z nich niewielka część z Was.”
- „Te same pieniądze przekładamy na Wasze zdrowie: dużo wyższe wypłaty za poważne choroby, uszczerbki, operacje.”
- „Efekt jest taki, że jeśli Wam – jako pracownikom – coś się stanie, wsparcie finansowe będzie zupełnie innej skali niż do tej pory.”
Ludzie to rozumieją. Szczególnie kiedy pokażę dwa warianty obok siebie:
- Stara polisa: urodzenie dziecka 1500 zł, śmierć rodzica 2000 zł, nowotwór 10 000 zł.
- Nowa polisa: urodzenie dziecka 400 zł, śmierć rodzica 500 zł, nowotwór 60 000 zł.
Wtedy już mało kto broni starego modelu.
4. Stała opieka i korekty raz do roku
Nowoczesne ubezpieczenie grupowe to nie jest jednorazowy projekt. Raz do roku warto usiąść, zobaczyć:
- jak zmienił się zespół (wiek, sytuacja rodzinna, branża),
- jakie były wypłaty świadczeń,
- czy ludzie korzystają z ochrony tak, jak zakładaliśmy.
I dopiero na tej podstawie korygować zakres. Raz delikatnie w górę, raz w dół, ale zawsze z jednym pytaniem na stole:„Czy to dalej jest polisa dla naszych ludzi, a nie dla statystycznego Kowalskiego sprzed 15 lat?”
Jeśli masz wrażenie, że Wasza obecna grupówka jest jeszcze z czasów, kiedy celem było „mieć dużo świadczeń w tabeli”, a nie „dać realną ochronę zdrowia pracownikowi”, to znaczy, że czas na rozmowę. Możemy razem policzyć, ile kosztują Was dziś świadczenia okołorodzinne i co można za te same pieniądze zrobić w obszarze poważnych chorób i uszczerbków.
Bo nowoczesne ubezpieczenie grupowe nie polega na tym, żeby każdy miał po równo „za urodzenie dziecka i śmierć teścia”. Polega na tym, żeby pracownik w razie ciężkiej choroby czy wypadku nie został z kredytem, rodziną i kosztami leczenia sam.